Menu

Kategorie

  • Ponad 50 000 polubień

  • PD w mediach

  • Wszystkie odcinki PD

  • Kanał

  • Udostępnij

  • Panta rhei

  • Stop agresji drogowej

  • Po co to wszystko?

  • Kontakt

  • Subskrybuj

    Wprowadź swój adres e-mail aby otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach

“Czy takie ograniczenia mają sens?”

Jeden z komentujących nagranie na wykopie słusznie zauważa, że:
przez takie absurdalne znaki, większość kierowców “olewa” ograniczenia prędkości

https://youtu.be/USPw7qYPK8Y
https://youtu.be/USPw7qYPK8Y

65 komentarzy do "“Czy takie ograniczenia mają sens?”"

  • Michal napisał(a):
    22
    13

    Każdy jeździ na swój rachunek.

  • Łukasz napisał(a):
    15
    17

    Mam nadzieję że kierujący spisał nr. i wyśle na policję.

    • kierowca2007 napisał(a):
      6
      10

      dlaczego? bo jechał 50km/h? bo wyprzedzał mając do tego prawo? jak mu to udowodnisz? czy przekroczenie o 20km/h w tym miejscu jest jakieś rażące? Po bułki do sklepu raczej się nie spieszyli

  • krystian napisał(a):
    6
    9

    Kolega Pana policjanta wypisał już mu mandat?

  • bary napisał(a):
    1
    25

    chodzi o znak stop ?

  • Chriss napisał(a):
    19
    0

    po lewej droga asfaltowa czy znak przypadkiem nie traci mocy?

    • cknd98 napisał(a):
      0
      1

      Wątpię, aby ta droga była podciągnięta pod skrzyżowanie 🙂

    • Franq napisał(a):
      2
      2

      Z tego co ja wiem aby ograniczenie traciło moc skrzyżowanie musi być oznakowane – kompletnie nie wiem co w przypadku kiedy jest sam znak droga z pierwszeństwem.
      Tak w ogóle moim zdaniem to najbardziej idiotyczny przepis, na chłopski rozum co wspólnego ma znak ostrzegawczy uwaga skrzyżowanie z niektórymi znakami zakazu(bo np. na ograniczenie tonażu już nie działa)? Kiedy jest więcej znaków bardzo łatwo się potracić, kilka razy byłem w Czechach gdzie zawsze jest znak kończący ograniczenie/zakaz, naprawdę o wiele łatwiej ograniczenia się interpretuje.
      A co wy o tym sądzicie?

      • Patryk napisał(a):
        0
        0

        Skrzyżowanie odwołuje znaki po to, żeby ktoś wyjeżdzający z tego skrzyżowania na drogę gdzie jakieś ograniczenie obowiązywało nie brał odpowiedzialności za nieprzestrzeganie znaku, którego nie miał szansy zauważyć bo na drogę gdzie go ustawiono wjechał już za owym znakiem. Gdyby skrzyżowanie nie odwoływało znaków, przy każdej ulicy krzyżującej się jakąś główną musiał by stać słup od góry do dołu wypełniony znakami obowiązującymi na tym konkretnym odcinku drogi

        • Patryk napisał(a):
          0
          0

          Wyobraź sobie, że dojeżdżasz do skrzyżowania z jakąś drogą z pierwszeństwem, gdzie wczesniej nigdy nie byłeś, wjeżdżasz na drogę, teren niezabudowany, śmigasz 90kmh, za chwilę łapie Cię policja, bo na tej drodze obowiązuje ograniczenie do 60kmh, a znak tego ograniczenia ustawiono 100m przed skrzyżowaniem na które wjechałeś, i skąd miałeś wiedzieć że obowiązuje.

          Nadal uważasz, że to jest bez sensu? Nie chodzi o to, że skrzyżowanie odwołuje znaki tonażu, czyli że od skrzyżowania już tiry mogą jeździć, tylko oznacza to, że zaraz za skrzyżowaniem powinien zostać ustawiony ponownie ten znak, żeby wszyscy, którzy dopiero się na tą drogę włączyli do ruchu mogli go zauważyć i się do niego dostosować.

        • Franq napisał(a):
          0
          0

          Rzeczywiście tu jest sens tego rozwiązania.
          Ehh.. tylko dalej kwestia co w przypadku kiedy jest sam znak D-1 droga z pierwszeństwem przejazdu, a za nim skrzyżowania, czy to skrzyżowanie jest uznawane za skrzyżowanie czy nie?

          • Marek napisał(a):
            0
            0

            Art. 2. pkt. 10
            skrzyżowanie – przecięcie się w jednym poziomie dróg mających jezdnię, ich połączenie lub rozwidlenie, łącznie z powierzchniami utworzonymi przez takie przecięcia, połączenia lub rozwidlenia; określenie to nie dotyczy przecięcia, połączenia lub rozwidlenia drogi twardej z drogą gruntową, z drogą stanowiącą dojazd do obiektu znajdującego się przy drodze lub z drogą wewnętrzną;

            droga twarda – drogę z jezdnią o nawierzchni bitumicznej, betonowej, kostkowej, klinkierowej lub brukowcowej oraz z płyt betonowych lub kamienno-betonowych, jeżeli długość nawierzchni przekracza 20 m; inne drogi są drogami gruntowymi;

    • Jacek napisał(a):
      0
      0

      Jest później powtórzenie ograniczenia.

  • Barto napisał(a):
    21
    0

    I najlepsze to użycie kierunkowskazu po zakończeniu manewru powrotu na prawy pas XD

  • Zuza napisał(a):
    13
    1

    to że policja nie przestrzega przepisów to mnie nie dziwi, ale niech mi ktoś wytłumaczy po kiego grzyba włączył ten kierunkowskaz po skończonym manewrze??

    • SieLata.pl napisał(a):
      11
      0

      Bo zobaczyli kamerę na szybie 😉 😉 😉

    • Nace napisał(a):
      30
      0

      Bo to jest właśnie kultura używania kierunkowskazów przez kierowców. To mnie właśnie rozwala na drodze najbardziej – kierunek po zakończonym manewrze. Tak jakby do czegoś on był wtedy potrzebny. Ludzie traktują kierunkowskazy jak jakąś zbędną bzdurę, którą trzeba odfajkować. Mrugnę raz, mrugnę za późno… za wcześnie… może nie mrugnę wcale… a może mrugnę po fakcie, żeby nie było… no i taka jest mentalność. Na drugim miejscu dorzuciłbym asów, którzy sobie raz mrugną jednocześnie w tym samym czasie zmieniając już pas. Ja nie wiem co tymi ludźmi kieruje. Czy to naprawdę takie trudne używać tego kierunkowskazu zgodnie z jego przeznaczeniem. Prawidłowo użyty kierunkowskaz jest wtedy gdy uruchamiamy go na kilka sekund przed wykonaniem manewru, następnie jest on włączony podczas samego manewru i w momencie jego zakańczania.

      Wkurwia mnie to, bo to wynika z jakiegoś takiego lenistwa, że ludzie włączają kierunkowskazy wraz z ruchem kierownicy. I jak słucham tych tłumaczeń, że przecież trzy mrugnięcia wystarczą, że w sumie o co tyle krzyku. No właśnie… o co tyle krzyku, przecież to tylko kawałek pierdolonego kierunkowskazu, a ja się czepiam jakby co najmniej o członka rodziny chodziło… parafrazując pewną polską komedię…
      Ludzie pamiętajcie – kierunkowskaz jest dla innych, a nie dla nas. Ma być uruchomiony na tyle wcześnie, żeby Ci znajdując się w naszym bezpośrednim otoczeniu mieli szansę zauważyć i ustosunkować się do naszego manewru.
      Ja wiem, że to się kłóci z dynamiczną jazdą, że wielu z was pomyśli gdzie tu czas na kierunek jak trza zapierdalać…

      • Stary Szofer napisał(a):
        6
        3

        Najlepsi w sygnalizacji zamiaru zmiany kierunku ruchu są roweroekooszołomi – taki nawet na moment się nie obejrzy – machnie przez sekundę ręką i np. zmienia pas, nie dbając o to, iż wjeżdża dokładnie “pod maskę”, a otrąbiony jeszcze drze gębę, natomiast na propozycję wezwania Policji wsiada na rower i ucieka….

      • riesling napisał(a):
        7
        0

        Mam podobne zdanie co do innych świateł z tyłu samochodu. Poza światłem cofania pozostałe są dla innych. I tu moja prośba do ‘ekologów’ jeżdżących na światłach dziennych jeszcze przed wschodem słońca i po zmroku – nie idźcie tą drogą bo was nie widać.

      • krzych napisał(a):
        2
        0

        znam osobe, ktora nie uzywa zbytnio kierunkowskazu, bo ‘przelacznik sie szybko zużyje’ ;))

    • Mariusz napisał(a):
      0
      0

      Może po to że zmieniali pas ?? a zmianę pasa ruchu się sygnalizuje

      • Stary Szofer napisał(a):
        0
        0

        Sygnalizuje się “zamiar zmiany pasa ruchu” , a nie zmianę – to ABC prawa o ruchu drogowym…

  • Bobi napisał(a):
    2
    1

    Bardzo dobry film. Ile jest takich absurdów, bez udziału policji/radiowozu i nic z tym nie można zrobić? Tu przykład jest namacalny”święty by się wqrwił 😉

  • rex napisał(a):
    1
    0

    Takich ograniczeń ni z gruchy, ni z pietruchy stawianych od tak sobie, dla radości może wójta czy sołtysa który gdzieś tam w okolicy mieszka, jest w Polsce cała masa. Wystarczy się przejechać się kilka razy przez nasz kraj i człowiek dochodzi do wniosku że znaki stawiane są byle gdzie i w zasadzie nie wiadomo z jakiego powodu. Najdziwniejszy przykład z jakim się spotkałem to postawienie znaku z ograniczeniem do 40 km/h na drodze w terenie niezabudowanym. Co się okazało? Na tym odcinku prowadzone były pół roku wcześniej remonty i od momentu ich zakończenia znak stoi. Las w koło, droga szeroka a znak stoi i straszy mając wciąż moc prawną…

  • Stary Szofer napisał(a):
    1
    4

    Piękny przykład absurdalnych (a jest ich 90%) ograniczeń prędkości, tak dokładnie dlatego kierowcy je olewają, bo są stawiane “po uważaniu” podejrzewam, iż w tym przypadku (droga lokalna) jakiś miejscowy aktywista/aktywistka nie posiadający samochodu tak długo molestował Wójta, aż ten “dla świętego spokoju” kazał postawić ograniczenie. Z polskich dróg należy usunąć 90% ograniczeń i znieść ustawowe limity, lub znacząco je podnieść – tak żeby normalny kierowca mógł normalnie (czyli adekwatnie do umiejętności, stanu drogi i samochodu) jechać, bez wypatrywania drogówki, czyli skupić uwagę na drodze! Zwolennikom ograniczeń daję pod rozwagę: dlaczego na odcinkach Niemieckich autostrad gdzie nie ma limitu prędkosci nie odnotowuje się zwiększonej liczby wypadków? Dlaczego po poniesieniu limitu prędkosci na autostradach w Polsce nie odnotowano zwiększonej liczby wypadków? Dlaczego na Polskich autostradach jest znacząco mniej wypadków niż na drogach krajowych pomimo, iż na krajówkach wszyscy jeżdżą wolniej?

    • x napisał(a):
      3
      0

      “Zwolennikom ograniczeń daję pod rozwagę: dlaczego na odcinkach Niemieckich autostrad gdzie nie ma limitu prędkosci nie odnotowuje się zwiększonej liczby wypadków”

      Bo większość Niemców i tak jeździ zalecane 130.
      Bo trzymają bezpieczny odstęp.
      Bo nie muszą wyprzedzać za wszelką cenę.

      “Z polskich dróg należy usunąć 90% ograniczeń ”
      Będziemy wtedy mieli nowy odcinek “Polskich dróg” dwa razy dzienne.

      • Stary Szofer napisał(a):
        2
        3

        Jak ktoś wierzy w mit “nadmiernej prędkosci” to nic do niego nie dociera, bo wiara wyłącza myślenie! Spróbuję łopatologicznie – gdyby ograniczenia prędkości były panaceum na wypadki to tam gdzie ich nie ma powinno być więcej wypadków , a tam gdzie są mniej – 2 x 2 = 4, a Podaję konkretne przykłady, iż tak nie jest, czyli ograniczenia prędkości nie wpływają na ograniczenia ilości wypadków. Zobacz ile ograniczeń jest w Niemczech, we Francji, a ile w Polsce! Dlaczego pomijasz moje ostatnie pytanie, a zamiast tego stawiasz tezę, którą ono obala? – no właśnie wiara wyłącza myślenie…

        • kierowca napisał(a):
          4
          0

          Skoro można “szybko ale bezpiecznie” to skąd tyle u nas ofiar?

          U nas ograniczenia są, tylko mało kto ich przestrzega. Mamy najwięcej wypadków i zabitych w całej UE. Związek między REALNĄ prędkością (nie tą nakładaną przez ograniczenia) a bezpieczeństwem oczywisty, ale ktoś nie chce go zobaczyć, to go nie zobaczy.

          • Stary Szofer napisał(a):
            1
            1

            Jak ktoś nie umie merytorycznie odpowiedzieć na konkretne argumenty, to pisze “to jest oczywiste”. Podałem FAKTY które tej “oczywistości” przeczą – jak rozumiem “tym gorzej dla faktów” . Powołujesz się na ilość wypadków w Polsce i UE i twierdzisz, że przyczyną jest prędkość, to porównaj średnie prędkości na drogach w Polsce i w UE…

        • Maup napisał(a):
          0
          0

          Czyli ograniczenia prędkości na tych wszystkich czarnych punktach i co ostrzejszych zakrętach to tylko upierdliwość władz, bo przecież mimo ograniczeń dalej dochodzi do wypadków. Tak jak kolega przede mną napisał, to że ograniczenie prędkości jest nałożone, nie znaczy że kierowcy się do takich stosują. Proszę o jakiś dowód na te 90℅ absurdalnych ograniczeń.
          Z drugiej strony żeby być rzetelnym nie mogę pominąć faktu że takich bezsensownych ograniczeń, jak na przykład to na filmie niestety jest za wiele.

          Podniesienie limitów prędkości nie jest dobrym pomysłem, bo tych normalnych czyli znających limity swoich umiejętności i pojazdu kierowców jest niewielu.
          Czy uważa Pan, że 20 letni gówniarz, spóźniony rano do pracy czy szkoły w swoim E36 będzie jechał wystarczająco bezpiecznie? To tylko przykład. Jest masa lekkomyślnych ludzi z licencją na zabi… to znaczy na prowadzenie pojazdów.

          Na pańskie pytania odpowiedział x. Ja opowiem tylko jeszcze na ostatnie. Otóż na drogach krajowych w przeciwieństwie do autostrad są skrzyżowania, piesi, zabudowania. Ruch na krajówkach z reguły odbywa się jedną jezdnią w obu kierunkach, podczas gdy autostrady są dwujezdniowe. To chyba wystarczające powody, czyż nie?

          Same ograniczenia nie są żadnym panaceum na cokolwiek. Problem z wypadkami bierze swe źródło w idiotycznym wręcz systemie nadawania uprawnień.
          Chyba wszyscy wiedzą, że w OSK nie uczy się kursantów praktycznie żadnych technik prowadzenia pojazdów. Tam przyszły kierowca uczy się jak zdać egzamin.
          Jazdy po miastach obejmują wciąż te same punkty w które egzaminatorzy WORD-ów “lubią” zabierać kursantów. Ponadto nie można nie wspomnieć o tym, że te 30h to dla co niektórych stanowczo za mało, pomimo że czasem uda im się zdać egzamin.

          Poza tym w Polsce panuje przyzwolenie na jeżdżenie rozsypujacymi się gratami bez progów i podłóg, które w zakrętach żyją swoim życiem.
          Wielu kierowców nie przywiązuje większej uwagi do ogumienia, bo przecież jak założy się “lepsze” na przód to można już szaleć jak Schumacher na torze.

          Czekam na odpowiedź!

          • Maup napisał(a):
            0
            0

            Powyższy post jest skierowany do Stary Szofer

          • Stary Szofer napisał(a):
            1
            0

            Dowody na bezsensowność 90% ograniczeń są dwa: proszę porównać ilość ograniczeń prędkości na drogach Francji, czy Niemiec i na drogach w Polsce! W efekcie tam kierowcy przestrzegają ograniczeń prędkości, bo ograniczenia stoją tylko tam gdzie naprawdę trzeba zwolnić. Drugi dowód może subiektywny – jeżdżę po tych drogach od przeszło dwudziestu lat nigdy nawet nie uczestniczyłem w wypadku (o spowodowaniu nie wspominając) i dla mnie 90% ograniczeń jest bez sensu.
            Ograniczanie prędkości jest z natury MAŁO SKUTECZNYM narzędziem – bezpieczna prędkość jest indywidualna – inna dla młodego gówniarza, inna dla doświadczonego kierowcy w dobrym samochodzie inna dla 80-dziesieciolatka w 30-dziestoletnim maluchu, dodatkowo zależy od warunków atmosferycznych – w efekcie zawsze sztywno określona na znaku nie będzie właściwa dla większości przypadków. Dlatego musi być stosowana tylko wyjątkowo, bo gdy kierowca jest zmuszany jechać dużo poniżej swoich możliwości tylko wyjątkowo, to się dostosuje, kiedy karze mu się to robić nagminnie – przestanie się przejmować. Na krajówkach obowiązuje 90 km/h, a jest bardzo dużo odcinków, gdzie spokojnie mogę jechać bezpiecznie 120 km/h – sądzisz że będę przestrzegał takiego limitu? A z kolei przywołany przez Ciebie młody gówniarz Twoim zdaniem przejmie się jakimkolwiek limitem? Dalej podajesz (całkiem słusznie) całą masę rzeczywistych przyczyn wypadków – czyli potwierdzasz moją tezę, iż nie prędkość jest przyczyną – wymienione przez Ciebie przyczyny wypadków nie znikną na skutek ograniczanie prędkości, problem polega na tym, iż dużo łatwiej: wpisać jako przyczynę wypadku “nadmierna prędkość” , iż dociekać co się naprawdę wydarzyło, postawić ograniczenie prędkości zamiast naprawić drogę, czy zmienić sposób szkolenia kierowców …

            • Gosc napisał(a):
              0
              0

              Większość ograniczeń prędkości nie jest weryfikowana chyba jeszcze od czasów PRL-u, gdzie maluchy i duże fiaty królowały na szosie, obecne samochody potrafią wiele więcej (lepiej przyspieszać ale i hamować), pytanie jednak ile potrafią kierowcy.

            • jam napisał(a):
              0
              0

              czesciowo piszesz z sensem, ale tam gdzie nie przekreslasz calosc – stwierdzenie ze bezpieczna predkosc jest indywidualna jest idiotyczne w odniesieniu to drogi publicznej gdzie zachodza interakcje pomiedzy wieloma uczestnikami na raz – takie tezy to mozesz stawiac w odniesieniu do jazdy na torze gdzie jestes sam – co z tego ze dla mnie predkosci bezpieczna to 120 a dla kogos 80 – nawet na krajowce to za duza roznica – wystarcz ze z boku Ci ktos wyjedzie bo pomysli ze zdazy – druga sprawa to jak zbadasz czy ta predkosc dla ciebie jest bezpieczna? do czasu az walniesz w drzewo albo wylecisz z drogi i swierdzisz – o jednak nie, za szybko bylo? Owszem – ograniczen jest za duzo przede wszystkim poza obszarami zabudowanymi typu 90, 80, 70, 60 bo zakret, znow 90, znow 70 bo przejscie – to jest problem – powinno byc 90 poza 50 w obszarze – tyle + znaki informujace o ostrych zakretach etc jak na zachodzie
              druga sprawa to edukacja – nie mozesz teraz wywrocic do gory nogami calego oznakowania – to musi poprzedzic zmiana swiadomosci ze predkosc dozwolona nie zawsze jest bezpieczna – bo noc, bo slisko, bo snieg, deszcz, mgla – bo potem sie konczy “no przeciez tu wolno 90…” + swiadomosc odstepu

              • Stary Szofer napisał(a):
                0
                0

                To, że ruch drogowy jest interakcją pomiędzy wieloma jego uczestnikami, nie oznacza. iż doświadczony kierowca w dobrym samochodzie ma się poruszać z prędkością bezpieczną dla 80-dziesięciolatka w trzydziestoletnim maluchu. Dla Cibie 90km/h na krajówce to max? Oki, to tak jedź, ale przyjmij do wiadomości, iż są kierowcy którzy potrafią bezpiecznie jechać szybciej. Kiedy pytasz jak zbadać czy prędkość jest bezpieczna – zdradzasz poziom swoich umiejętności i nie dziwię się Twoim wywodom, bo przy takim poziomie umiejętności, jazda dobrego kierowcy może się wydawać szalona. Spróbuj jednak przyjąć do wiadomości FAKTY – skoro od przeszło dwudziestu lat jeżdżę bezwypadkowo to chyba trafnie umiem ocenić jaka prędkość jest bezpieczna?

            • klocki napisał(a):
              0
              0

              najpierw trzeba zakumac ze ograniczenie 90 km/h (przykladowo) to jest Vmax a nie zalecana predkosc jazdy. I do czasu az na kogos jadacego tam 60 inni beda trabic, to polskie drogi beda mentalnie w Azji.

              • Stary Szofer napisał(a):
                0
                0

                Najpierw trzeba zakumkać, iż istnieje coś takiego jak “przeciętna prędkość” i każdy jadący wolniej lub szybciej (nawet zgodnie z przepisami) stwarza zagrożenie na drodze czy mu się to podoba czy nie, tak po prostu działa mechanizm ruchu drogowego. Twój przykładowy gościu wlecze się 60km/h tam gdzie inni lecą 100-120 km/h, w efekcie wciąż jest wyprzedzany, a każdy manewr wyprzedzania jest obarczony ryzykiem popełnienia błędu, przy dużej ilości takich manewrów prawdopodobieństwo że dojdzie do wypadku niebezpiecznie rośnie. Owszem wypadek będzie nie z jego winy, ale to tak samo boli! Stąd napisze przewrotnie -dopóki na naszych drogach będzie się spotykało takich debili którym się wydaje że jak jadą wolno to jadą bezpiecznie… A ustawowego 90km/h max na krajówkach nie przestrzega 80% z Policją na czele i nie będzie przestrzegać! Przed wybudowaniem autostrad wyliczono, iż jazda z Warszawy do Wrocławia zgodnie z przepisami zajęła by 10- 11 godzin – tylko oszołom by tak jechał! Zauważ, że na autostradach limity narusza 20% – 30% – dlaczego? ano dlatego, że żeby jechać ponad 140km/h trzeba być naprawdę dobrym kierowcą w dobrym samochodzie, a tych jest mniejszość. Oczywiście zawsze znajdzie się “kilku wariatów” i tu jest klu sprawy, bo kiedy przepis narusza 90% kierujących Policja jest w praktyce bezradna – nie zatrzymają wszystkich, wszyscy będą się przed kontrolą solidarnie ostrzegać itd. Natomiast gdy sprawa dotyczy “kilku wariatów” to tych Policja ma szanse wyłapać przy życzliwej pomocy pozostałych kierowców. I jak długo nie zrozumiemy tych ELEMENTARNYCH reguł …

  • B. napisał(a):
    2
    0

    Znak ba bardzo duży sens ze względu na znajdujący się za nim przystanek, który teoretycznie mógłby być pełny ludzi. Natomiast brak jego odwołania nie ma już sensu, żadnego, totalnie.

    • jam napisał(a):
      3
      3

      ogolnie ograniczenia ponizej 40 km/h sa idiotyczne, bo w praktyce ciezko jest nawet jechac z taka predkoscia – a roznice w hamowaniu sa praktycznie zadne. Przy czym 40 to naprawde przy szkolach i w innych specyficznych miejsach (albo przy roznego rodzaju robotach). Natomiast w miastach powszechnie ustawia sie znaki typu 10km/h przy np progach, po czym zadnego odwolania (tak jakby prog odwolywal znak). Druga kwestia to wlasnie ustawianie znakow przy roznego rodzaju przeszkodach badz np przystankach/przejsiach etc i brak ich odwolania. Poza terenem zabudowanym – pusto, droga prosta i przejscie – z daleka widac zarowno pieszych jak i samochody – i sru 70 na 10 metrach… Patologia

      • x napisał(a):
        1
        0

        “ogolnie ograniczenia ponizej 40 km/h sa idiotyczne, bo w praktyce ciezko jest nawet jechac z taka predkoscia ”

        Ale znacznie łatwiej jest zahamować, gdy na drogę wybiegnie dziecko ze szkoły lub wybiegnie zza autobusu szkolnego.

        • Stary Szofer napisał(a):
          2
          1

          Ograniczenia prędkosci nie zastąpią myślenia! Jak komuś jadącemu nawet 30km/h dzieciak wbiegnie “pod maskę” to je zabije ! Jak widzisz autobus szkolny na przystanku, to MASZ ZAŁOŻYĆ, iż zza autobusu w ostatniej chwili wybiegnie dziecko, jak widzisz znak ostrzegawczy A-17 to wypatrujesz gówniarzy i żadne ograniczenie tej elementarnej ostrożności nie zastąpi!

    • Stary Szofer napisał(a):
      2
      2

      To jest właśnie typowe tłumaczenie zwolenników profilaktycznego ograniczania prędkości – “przystanek który teoretycznie mógłby być pełen ludzi” , teoretycznie to zawsze na drodze może spać pijak, bawić się dziecko, przechodzić kondukt pogrzebowy i mam wymieniać dalej? Oczywiście na drodze wszystko może się zdarzyć, dlatego kierujący ma obowiązek “dostosować prędkość do warunków jazdy” i nie zastąpią go żadne idiotyczne ograniczenia prędkości

      • B. napisał(a):
        1
        0

        Nie jestem zwolennikiem ograniczenia prędkości profilaktycznie, bo i tak ją notorycznie przekraczam, ale jak stoi taki znak z dpy w szczerym polu, to przynajmniej się zastanawiam po co? Jaka była intencja? Co tu niebezpiecznego w okolicy może być? zaczynam się rozglądać uważniej. Co nie znaczy że zwalniam. Nie nerwuj się Stary Szoferze. 😉 Mi chodziło tylko o to, że mimo że jest to ograniczenie bez sensu, to nie do końca bezmyślnie i faktycznie, zamiast ograniczeniem, można to było zrobić inaczej.

        • Stary Szofer napisał(a):
          1
          0

          Jak widzę znak ostrzegawczy, to faktycznie się rozglądam, za tym czego dotyczy, bo wiem czego szukać: szkoły, przejścia dla pieszych, zakrętu itd, ale ograniczenia? Znam zakręty przed którymi stoi 30km/h, a mogę je przejechać 60km/h trzymając kierownice małym palcem i znam takie gdzie stoi 40km/h i nie mamowy żeby przy 40km/h tam się zmieścić (raz mi się udało, ale tylko dzięki nadsterowności starego garbusa) – takie znaki NIC MI NIE DAJĄ

  • riesling napisał(a):
    1
    2

    Moim zadaniem sens jak najbardziej ma. Nie tylko dla tego że jest przystanek ale ze względu na chodnik i to taki byle jaki tylko po jednej stronie drogi. Teren obfituje w domy jednorodzinne i ludzie z chodnika/na chodnik pewnie co chwilę chcą przechodzić. Wyznaczone przejście jest dopiero za kawałek. Nie wiemy z jakiego powodu ono tam jest może szkoła, przychodnia, kościół?

    • Stary Szofer napisał(a):
      2
      1

      Jakoś na filmie nie widać co chwilę przechodzących ludzi, nie ma przejścia? to może należało by przejście wyznaczyć, a Twoim zdaniem ograniczenie do 30km/h to substytut przejścia dla pieszych? Wszystkie te domy mają ogrodzenia i furtki – zatem nie ma opcji, iż nagle ktoś wyjdzie zza przeszkody. Generalnie można tam spoko 50km/h jechać, pod warunkiem skupienia uwagi na wypatrywaniu pieszych, a nie smerfa z suszarką

      • riesling napisał(a):
        0
        0

        Zebra z chodnika do każdej zagrody? A to gratuluję konceptu. Poza tym gratuluję ochoty do organizowania ruchu po obejrzeniu 1 min filmu i po przejechaniu 500 m.

        • Stary Szofer napisał(a):
          0
          0

          Gdzie napisałem, że do każdej zagrody? Gratuluję argumentacji. Film możne i krótki, ale wystarczy by zaobserwować charakter zabudowy i wyciągnąć wnioski o gęstości zaludnienia itd. Zresztą, to typowy argument obrońców takich absurdów “zarządca drogi woził pod uwagę całokształt problemów których piszący nie zna” – a prawda jest taka, że zarządca drogi woli postawić bezsensowne ograniczenie (bo za to włos mu z głowy nie spadnie) i w razie wypadku “być krytym”, niż analizować, weryfikować idt…

  • Łukasz napisał(a):
    1
    0

    Przy wyprzedzaniu kierunku w lewo raczej nie było z tego co widzę a kierunek w prawo włączony chyba z przymusu…przypomniał mu się chyba że jest na służbie…

  • szym napisał(a):
    1
    2

    Ograniczenie do 30 znajduje sie tam z dwóch powodów. pierwszy to przystanek autobusowy bez zatoczki – a drugi to nieutwardzone pobocze z lewej strony w terenie zabudowanym.
    Jak macie problem ze stosowaniem sie do ograniczen predkosci to przesiadzcie sie na rower lub nie przyjmujcie prawa jazdy po zdanym egzaminie jezeli nie zamierzacie sie stosowac do ‘absurdalnych’ znaków i przepisów ruchu drogowego.
    Jakby tam bylo 10 km/h to nalezy zwolnic do 10 km/h a ewentualne skargi i prosby o wyjasnienia slac do urzedu miasta gminy lub ZDM. Siemano gitara

  • Stary Szofer napisał(a):
    1
    2

    Typowe idiotyczne argumenty – przystanek na którym raz na dwie godziny staje autobus i zabiera jedną osobę, nieutwardzone puste pobocze – BREDNIE! Tam dobry kierowca w dobrych warunkach może spokojnie jechać 50km/h! I jak widać na filmie problem z przestrzeganiem ograniczenia mieli nawet Policjanci…

    • kierowca napisał(a):
      3
      0

      Mamy kupę takich “dobrych kierowców”, co to “mogą jechać szybciej”. I zarazem najwięcej ofiar w całej UE.|

      • Stary Szofer napisał(a):
        1
        1

        Tak się składa, iż jeżdżę samochodem od przeszło dwudziestu lat i nigdy nie uczestniczyłem w wypadku, o spowodowaniu nie wspominając. A Tobie dedykuje taką oto historyjkę: jedzie sobie Stary Szofer wprawdzie jest to teren zabudowany, ale widoczność jest dobra, ulica pusta, więc jedzie 80km/h, tyle że cały czas bacznie obserwuje drogę. W efekcie z daleka zauważa bawiące się przy drodze dziecko – natychmiast zwalnia, ale ponieważ dziecko zauważył z daleka, robi to spokojnie, zbilżając się do dziecka zwalnia do 20km/h, więc gdy dziecko wybiega na drogę bez problemu zatrzymuje samochód. Mija dziecko i znów jedzie 80 km/h i wówczas zatrzymuje go patrol z suszarką. Z drugiej strony jedzie “ostrożny kierowca” jedzie 40km/h rozgląda się mało “no bo jedzie wolno czyli bezpiecznie”, spokojnie mija patrol (40km/h). Dziecko zauważa gdy wbiega mu “pod maskę” jest tak zaskoczony, iż hamulec naciska dopiero po przejechaniu po dziecku…

        • szym napisał(a):
          0
          0

          Do czasu stary szoferze, do czasu… do czasu kiedy to nie bedzie dziecko tylko motocyklista lub zwierze z rowu a ty rykoszetem 80km/h jebniesz w przystanek i uszkodzisz swoje lub czyjes zycie. Pozdro 599

          • Stary Szofer napisał(a):
            1
            0

            Mam za sobą przeszło dwadzieścia lat bezwypadkowej jazdy, wiec Twoje “do czasu” brzmi śmiesznie. Zwierzę z rowu , jest dużo bardziej prawdopodobne na krajówce w polu czy w lesie, a nie w terenie zabudowanym! Motocyklista? nagle zmaterializuje się na trawniku? Owszem może wyjechać z podporządkowanej, ale na tym polega doświadczenie, iż brak widoczności na skrzyżowaniu powoduje automatycznie zmniejszenie prędkości, bo każdy stary szofer zna elementarną zasadę: nie widzisz? – nie jedź!

  • kierowca napisał(a):
    1
    0

    Potwierdzasz to, o czym mówię: prędkość jest kluczowym czynnikiem. 20 km/h to jednak czterokrotnie krótsza droga hamowania od 40 km/h 🙂

    Może ograniczenie do 30 km/h wygląda “bzdurnie”, ale wiadomo, jak przeciętny polski kierujący pojedzie: co najmniej 50 km/h. Ponieważ nie można liczyć na rozsądek kierujących, to stawia się na ograniczenia.

    NIestety, moneta zazwyczaj ma dwie strony….

    • Stary Szofer napisał(a):
      0
      0

      Trochę wyżej przedstawiłem FAKTY które tezie o prędkosci jako “kluczowym czynniku przeczą” , a ostatniej “przypowieści” kompletnie nie rozumiesz – wyrywasz z kontekstu jej fragmenty i usiłujesz zestawiać! Polecam raport NIK o drogach, tam pokuszono się o rzetelną analizę przyczyn wypadków i z góry mówię – nie jest nią predkość

  • xxx napisał(a):
    0
    0

    Coś za wolno jechał. Gdyby jechał majac 40 km/h na liczniku to w rzeczywistości by jechał ok 36 km/h może 37 w zależności od auta opon itd, a tutaj pewno jechał z 25km/h to niech się nie dziwi, że go nawet radiowóz wyprzedził.

Skomentuj...