Menu

  • Kategorie

  • Po co to wszystko?

Zaparkował, wysiadł i poszedł…

https://youtu.be/b00CTmXv340?t=19s
Share Button

76 komentarzy do "Zaparkował, wysiadł i poszedł…"

  • Marcin napisał(a):

    Nie doczytałem wszystkich komentarzy bo nie dałem rady, ale podoba mi się ta burza o nic. Widać, że chcecie iść na zachód ale nie potraficie sprecyzować dlaczego… Jeździłem sporo po różnych miastach na “zachodzie” i większości cywilizowanych krajów to normalny sposób parkowania, ba nawet w tym przypadku gość miał dużo miejsca, czasami w mniejsze trzeba się upchnąć. W niektórych miastach masz informacje przy parkowaniu, że najlepiej zostawiać auto na luzie bo wtedy są mniejsze szkody podczas parkowania, normalne jest opieranie się o zderzak drugiego.




    3



    1
  • Kamil napisał(a):

    Wyznawca teorii: zderzaki są po to, żeby się zderzać 😀




    1



    2
  • stary trep napisał(a):

    stary trep-siwy i tępy. Obowiązkowe badanie na glowę powyżej 50 lat,zreszta dla kazdego by sie przydało co roku-oczywiscie DARMOWE 🙂




    1



    3
  • gumowe zderzaki napisał(a):

    Ubezpiecznie płaci za szkodę , a nie za zdarzenie więc wątpię, że gość z wynalzku, który został dotknięty raczej na oc nie ma co liczyć, bo wydaje mi się , że jest prawdopodobny brak jakichkolwiek uszkodzeń po tej przepychance.




    3



    0
  • TwardyJohn napisał(a):

    co za kretyn… widzieliscie jak on poszedł… jak jakis przymulony 😐 nic tylko obic ryja, on Tobie auto to Ty mu gębe 😂




    1



    7
  • X napisał(a):

    Mnie niemiłosiernie wkurza, że ktoś decyduje o stanie mojej własności. Bałwan jeden z drugim potrafi oprzeć swoje drzwi / pieprznąć drzwiami w auto obok a opieprzony jeszcze się sadzi, że to przecież nie ferrari. To mówię, że jego ryj to też nie ferrari i czy chce mieć obity…

    A tak poważnie – czyjaś własność jest czyjaś i nikt obcy nie powinien decydować, czy dane auto jest godne nie zajebania w nie drzwiami, albo oszczędzenia obtarcia dupskiem w jeansach i zostawienia szlaczków. Jak sobie chcą, to niech niszczą swoje, a on mojego wara. Dla mnie moje auto to pasja, a dla jakiejś cebuli “to nie ferrari”. Nóż się w kieszeni otwiera, a niestety tym baranom wytłumaczyć nie idzie, jeszcze z pyskami wyskakują…




    15



    0
    • Cekol napisał(a):

      Zgodzę się z Tobą, ale w kwestii takich szkód powinny być robione bezgotówkowo przez ubezpieczalnie, bo nic tak nie wk…a jak dotkniesz tylko takiego cwaniaka odpadnie pół szpachli, części auta porysowane jak stal po szczotkowaniu, a ten Ci sadzi, żeś mu auto uszkodził. Weźmie kasę i będzie czekał na kolejnego. Po prostu trzeba też być człowiekiem, a nie tylko zapatrzonym w siebie bufonem.

      Mnie np. ostatnio niewidomy przypierniczył białą laską w auto i co miałbym policję wzywać? Kasę od niego szarpać? Nie przesadzajmy bo doprowadzimy do sytuacji, że ludzie nie będą się przyznawać, że coś zrobili i bez świadków czy dowodów to będzie można sobie tylko poujadać.

      Pozdrawiam




      1



      0
  • Shadow napisał(a):

    Trochę nie rozumiem. Bo zgadzam się, zderzak służy do zderzania, ma on uchronić inne części gdy on sam będzie wgniecony. I nie mam nic do tego – ale czy to znaczy, że mogę niszczyć każdy zderzak bo do tego służy? Po kiego ludzie kupują alusy skoro to służy do tego samego co zwykła felga? Dla wyglądu. Po co dopłacać do ładniejszego auta skoro tańsze spełnia te same funkcje? Dla wyglądu (i w sumie wygody ale to tak trochę pomijam bo nawet tanie auto czasami potrafi być wygodne). Więc czemu tak martwię się o MÓJ zderzak? A no żeby autko się prezentowało dość ładnie a nie było wgniecone… To że coś do czegoś służy a raczej jest jako zabezpieczenie innych części nie znaczy, że możemy to bezkarnie obijać. To tylko ma zabezpieczać w sytuacjach jak ktoś nieudolnie parkuje (jak na filmiku). Gdyby było to tylko do zderzania to dizajnerzy nie wyprzedzaliby się kto ładniejszy zderzak zrobi…




    4



    0
    • Bbbb napisał(a):

      Nie, nie możesz niszczyć cudzej własności “bo tak”. To oczywiste. W Polsce prawo jest pod tym względem jednoznaczne i już.

      Tutaj rozchodzi się o kwestię użytkowości danych rozwiązań. W Polsce dopiero zaczyna się problem z parkowaniem i to tylko w centrach większych miast. W innych krajach Europy – ten problem jest absolutnie powszechny. W Polsce podchodzi się do samochodu (oczywiście nie wszyscy, żeby była jasność) jak do eksponatu muzealnego na zasadzie: Patrzecie sąsiedzi jaką furę sobie kupiłem. Będę ją teraz pucować co dwa dni.

      A w wielu innych krajach Europy – samochód również jest wskaźnikiem majętności (no niestety, ale tak po prostu jest), ale nikt nie rzuca się o ryskę na zderzaku, bo tam po prostu nie da się zaparkować inaczej niż (nie przesadzam) delikatnie “przepychając” inny samochód.

      Natomiast co do zasady – masz absolutną rację. Zarówno w Polsce jak i w każdym innym kraju Europy (i nie tylko rzecz jasna) możesz żądać pokrycia szkód za każdą pierdołę. I u nas ludzie z takiego prawa korzystają, a w innych krajach – mają stan zderzaka gdzieś, dopóki jeszcze nie jest pęknięty na całej długości i jako tako spełnia swoją funkcję.

      Myślę, że w dłuższej perspektywie i u nas będzie podobnie. Zarobki rosną, majętność rośnie, na drogach coraz więcej nowych samochodów i generalnie coraz więcej samochodów, a centra miast nagle się nie rozszerzą. Strzelam, że nie dłużej niż 10 lat i u nas również tak będą wyglądały realia parkowania w centrach dużych miast. A Ci, którzy będą chcieli uniknąć rys – będą musieli iść X metrów do parkingu strzeżonego.




      0



      0
  • Abc napisał(a):

    Tak już będzie coraz częściej, coraz więcej aut a miejsc parkingowych szybko nie przybywa.
    Trzeba się przyzwyczaić, w dużych miastach UE nikt się tym zbytnio nie przejmuje.
    Z ciekawości – jakie nowe auta można jeszcze dostać z czarnymi, nielakierowanymi zderzakami?




    7



    2
    • ela napisał(a):

      w np.Londynie jak byś się tak nie cisnął pomiędzy inne auta to możesz z miejsca się ruszać , jeszcze kilka lat i uwierzcie ze sami tak będziecie robić




      0



      1
    • Bartek napisał(a):

      Na pewno użytkowe (dostawcze i o dostawczym rodowodzie).
      Dam Ci ciekawostkę – to, że czarne nielakierowane zderzaki są nie do zdarcia (naprawdę trzeba przywalić, żeby je uszkodzić) – jest oczywiste.

      Ale podam inny przykład – mam VW caddy dostawczego z czarnymi zderzakami (plastik bez lakieru). Wytrzymałość niesamowita, nigdy nie pękł, nigdy się nie wgiął – choć rys na nim mnóstwo.
      Mam też VW caddy odobowego z lakierowanymi zderzakami w kolorze nadwozia. Jego wytrzymałość na uderzenia na pewno jest mniejsza niż tego bez lakieru, ale i tak dostał już kilka razy solidnie w tyłek – i ciągle brak pęknięć czy wgnieceń! Za to samochody typowo osobowe (np. moja zafira) – przy pierwszym lepszym uderzeniu albo zderzak jest pęknięty, albo kawałek lakieru “odpadł” itp.
      Także zderzaki osobówki na bazie aut dostawczych (caddy, doblo, partner, berlingo i większe – traffic, jumpy etc) nawet z lakierowanymi zderzakami są znacznie bardziej odporne od typowych osobówek.




      0



      0
  • aaa napisał(a):

    @ Bbbb
    Człowieku gdzie ty napisałeś, że nie masz prawa niszczyć czyjejś własności (zarysowanie to też niszczenie) ?
    Swój samochód traktuj jak Ci się podoba ale nie kosztem innych.




    2



    2
    • Bbbb napisał(a):

      Napisałem, że gdy ja obetre inny samochód, to płacę za wyrządzone szkody. Napisałem też, że w wielu krajach o innej mentalności “posiadania rzeczy” nikt rysą na zderzaku się nie przejmuje.




      6



      2
      • aaa napisał(a):

        Jeśli płacisz to ok, błędy się zdarzają. Jednak nie może być ogólnego przyzwolenia do niszczenia czyjejś własności. Nawet jeżeli inne narody traktują rysę na zderzaku inaczej, zawsze znajdzie się osoba której będzie to przeszkadzać i nie jest usprawiedliwieniem, że dla większości to nie problem. Własność prywatna (nawet w przestrzeni publicznej) nie może być niszczona i trzeba to uszanować.




        5



        2
      • Paddy napisał(a):

        Tyle, że w krajach o których mówisz podczas sprzedaży nie przyjeżdża Ci Janusz i każe opuszczać cenę o kilka tysięcy z powodu rysy na zderzaku, albo na akcji podważają Ci bezwypadkową historie 🙂




        8



        0
        • Bbbb napisał(a):

          Nie mam pojęcia jak wygląda sprzedaż samochodów w innych krajach, ale ten Twój argument w naszym przypadku może być bardzo istotny 🙂 Także trafione w punkt 🙂




          0



          0
  • Józwa napisał(a):

    Tu nie chodzi o to czy dotknął, przepchnął itd.
    Mnie bardzo zastanawia upór rodaków na zaparkowanie jak najbliżej wejścia do urzędu, sklepu itd. Ja nie wiem, jak widzę takie miejsce gdzie parkowanie wymaga nielada gimnastyki bo jest ciasno i zajmie mi to kilka “korekt”, jadę dalej 100-200-300 metrów i tam parkuję, przeważnie właśnie trochę dalej, na ulicy obok już są miejsca bo…..no właśnie wszyscy parkują tu i teraz – jak najbliżej. Ja tego nie mogę zrozumieć…..to jakiś debilizm społeczny. W bloku mam kilku takich co mimo, że są wolne miejsca parkingowe dosłonie 10-20 metrów dalej to i tak stawiają pod furtką wejściową lub płotem skutecznie zamykając swobodny wyjazd prawidłowo zaparkowanym. Ale Oni muszą być jak najbliżej wejścia….dlaczego?, nie wiem. Po prostu nie mogę sobie tego wytłuaczyć, co by im się stało jakby zaparkowali normalnie i przeszli się te 20-30 metrów do klatki (a niektórym przydałoby się trochę ruchu). Tutaj mamy podobny przypadek, facet stracił z dwie minuty, nagimnastykował się, bo koniecznie musi być tutaj zaparkowane auto.
    Pozdrawiam polskich kierowców.




    31



    1
    • Rafi napisał(a):

      Ja tak samo. Wolę zrobić kółeczko wokół okolicy, a nuż ktoś odjedzie i ja stanę na spokojnie. Nie tyle winę tego, że nie zawszę mam pewność odległości między moim autem, a wszelkimi przeszkodami, co po co samemu sobie mam podnosić ciśnienie, że mi nie wychodzi… Czysta prostota 🙂




      3



      0
    • Marcin napisał(a):

      I właśnie odkryłeś powód rosnącej liczy otyłych Polek i Polaków 😀




      1



      0
  • Konrax napisał(a):

    Ale wszyscy macie ból dupy przecież on ledwo co dotknął zderzak tam nawet pewnie rys nie będzie a każdy tu leci w komentarzach jakby facet przetarł cały bok i odjechał. Od tego są zderzaki…




    18



    13
    • Bbbb napisał(a):

      O, to jednak nie tylko ja mam praktyczne podejście do samochodów
      🙂




      8



      7
    • aaa napisał(a):

      A obijajcie sobie samochody o co chcecie, słupki, krawężniki, ale nie macie prawa decydować czy ktoś ma takie samo podejście do samochodów. Chyba nie chciałbyś, żeby ktoś Ci meble w domu rysował…




      15



      5
      • Bbbb napisał(a):

        Przecież nikt tu o niczym nie decyduje. Wskazujemy tylko różnice w podejściu do tematu przez różne narody i poszczególne jednostki. Meble z domu nie poruszają się na co dzień po drogach. Ale juz jeśli drzwi odbijają się klamką o ścianę i spowodowaly w tej ścianie ryse, to lecisz do castoramy, kupujesz (uwaga) zderzak i montujesz go na podlodze. Łatwiej za pare/naście lat wymienić zderzak (odbojnik) niz co roku szpachlowac i malować ściany, nie? Od tego samego są zderzaki w samochodach. Nie bez podstawy maja taka a nie inną konstrukcje. W trakcie codziennego użytkowania samochodu, najłatwiej uszkodzic zderzak. Gdy będziesz chciał sprzedac auto – wolalbys wymienic cały, jednolity pas przedni czy kawałek plastiku za pareset złotych?




        8



        2
        • aaa napisał(a):

          Więc wnioski są proste, nie masz prawa zarysować komuś zderzaka. Swój owszem ale nie czyjś. Jeżeli to zrobisz to grzecznie czekasz z numerem polisy ubezpieczeniowej i przeprosinami.




          3



          1
          • Bbbb napisał(a):

            Ile jeszcze razy mam Ci napisać, ze dokładnie to samo wynika z moich komentarzy? U nas tak to dokładnie wygląda. Nie tylko pod względem prawnym, ale i rzeczywistym. W innych krajach, gdzie zderzaki służą do “zderzania” nikt nie przejmuje się ich stanem, choć zgodnie z prawem mogliby żądać pokrycia szkód od sprawcy.




            6



            0
            • aaa napisał(a):

              “Nikt” to pewne uogólnienie/generalizacja. Zawsze znajdzie się osoba której może to przeszkadzać. Dlatego w zachowaniach kierowców (również w innych krajach) przydałoby się więcej uwagi aby unikać tego typu zdarzeń.
              Jeżeli czyjeś umiejętności nie pozwalają zaparkować na wąskim miejscu nie powinien tego robić.




              1



              1
              • Bbbb napisał(a):

                I masz rację, i nie masz racji.
                Gdy ktoś w krajach o których wspominałem chce mieć “czyste” zderzaki – leci na parking strzeżony. Ale to tyczy się samochodów luksusowych, dostępnych u nas za powiedzmy 400 000zł wzwyż. A właścicieli takich samochodów stać na parking strzeżony. Albo na szofera, który wysadzi go w takim czy innym miejscu, albo na… Taksówkę.

                Ja mówię o zwykłej codzienności. Musisz podjechać w takie czy inne miejsce normalnym samochodem o wartości początkowej (podczas zakupu) np. w zakresie od 30000 – 150000zł. Dla takich ludzi oczywistym jest zaparkowanie w pierwszym lepszym miejscu – bo znalezienie tego pierwszego czy lepszego miejsca to czasem i 15 minut szukania. Takie są realia.

                Nie odbierz tego źle – ja rozumiem Twoją argumentację, bo my generalnie mamy inną mentalność. Piszę te posty tylko po to, żeby w miarę wyjaśnić jak wygląda ta mentalność w innych krajach, gdzie samochód traktuje się jak rzecz (tzn. tak samo jak deskę do krojenia, rower czy kosiarkę), a nie jak członka rodziny.




                0



                0
  • Brtk napisał(a):

    Nie wierzę że można być tak beszczelnym jak ten typ uderzył i jeszcze zostawił.




    6



    6
  • Bbbb napisał(a):

    Głównie w Polsce jest takie podejście do tematu, że samochód jest nietykalny. Ale zderzaki do tego właśnie służą. Przejedźcie się do Francji czy Włoch, Grecji itp. – zobaczycie jak tam się parkuje 🙂 Wszystkie zderzaki są obite, bo do tego służą, a w niektórych miejscach jest tam wielokrotnie gorzej z parkowaniem niż u nas.

    Ja też mam lekko obite zderzaki w każdym samochodzie i nawet nie pomyślałbym o tym, żeby je naprawiać albo wymieniać. Do tego służą i tyle.




    23



    42
    • n0rek napisał(a):

      To ze tam parkuja jak idioci to nie znaczy ze ja mam miec obity zderzak. Kupujesz auto za 100 patoli w salonie i na drugi dzien jakis rumburak ci obije zderzak bo nie potrafi parkowac, ty normalny jestes?




      50



      9
      • Bbbb napisał(a):

        Wszystkie moje samochody były kupione jako nowe, wszystkie mają obite zderzaki, bo pracują. Bo ja czasem coś zarysuje, bo mnie ktoś czasem zarysuje. Samochód to jest przedmiot i tak jak możesz przypadkiem zarysować blat w kuchni, tak możesz zarysować zderzak. Sęk w tym, że zderzaki do tego służą. Dlatego mają taką a nie inną konstrukcję (wystające poza obrys elementy), dlatego często mają plastikowe nakładki itp. Taki jest cel zderzaków i tyle.

        A jak ktoś kupuje fure za 100 000zł i leci z naprawą każdej ryski do lakiernika to… Chciał kupić figurę muzealną, a nie samochód. I w takim razie powinien ją trzymać w garażu, a nie jeździć. Chyba szkoda nerwów na wyjazd w trasę.

        Ja nie mówię o wgnieceniach, pęknięciach itp. Tylko o delikatnych, często niewidocznych na pierwszy rzut oka uszkodzeniach.

        Nie irytuj się, wspomniałem tylko o przyzwyczajeniach danej nacji do kwestii posiadania samochodu i jego użytkowania.
        Ja nie obijam cudzych aut, a jeśli mi się to zdarzy – to płacę za szkodę.
        A, że moje są obite? No są. I co z tego?




        34



        20
        • Anonim napisał(a):

          Też mam samochód nowości (5 lat), też pracuje – dostawczy – i jedyne czego się dorobił to obity od kamieni i krzaków lakier (bo czasem muszę wjechać w jakieś chwasty).
          A, no i wygięte tylne drzwi, bo podczas załadunku jakiś burak parkował sobie obok rampy i nie zauważył otwartego skrzydła złożonego przy samej burcie. Kto wie, może to byłeś ty? Nie kojarzysz czy 5 lat temu komuś nie podpisywałeś oświadczenia o kolizji w takiej sytuacji? Duże Daily, wtedy nowiutkie, białe z niebieskimi napisami na burtach.




          4



          3
          • Bbbb napisał(a):

            Nie, to nie byłem ja. W całym swoim życiu i przebiegu łącznie okolo 900 kkm, cudzy samochód uszkodzilem łącznie 3 razy. Dwa razy spisalem na miejscu oświadczenie, z czego raz szkoda była dość duża (dwa elementy do roboty), a raz kierowcy z mojego miasta delikatnie zarysowalem zderzak , a że nie chciał się dogadac (dawałem 500zl czyli więcej niż wtedy koszt malowania jednego elementu), to też było robione “na ubezpieczenie”. Kasę do ręki (z ubezpieczenia) pewnie wziął, ale szkody nie naprawił.

            3 raz delikatnie zarysowalem bodajze listwe drzwi volvo na parkingu podziemnym, zostawilem kartkę z opisem sytuacji i wizytowke za wycieraczka. Po kilku godzinach zadzwoniła Pani mówiąc, że ona by tego nawet nie zauważyła i żebym sie nie wyglupial, że chce jej płacić za coś takiego. Nalegalem i nalegalem, bo w końcu jakieś tam uszkodzenie było. Pani powiedziała tylko, że jest pod wrażeniem i w miłym tonie soonczylismy rozmowe.

            A, że moje auta zostają obite podczas załadunku – to raczej norma:-) zderzak to element eksploatacyjny a jak masz dostawcze to sam wiesz, że żeby zrobić na zderzaku duża szkode (pekniecie, albo wgniecenie) to trzeba to zrobić albo przypadkiem, ale z dużą siłą, albo celowo. Daily nie mam, ale w boxerach/ducato/jumperach i caddy/transporterach tak to właśnie wygląda.




            3



            0
            • Bbbb napisał(a):

              A! No i raz przy cofaniu dostawczym caddym uderzylem w przód dojezdzajacego na miejsce parkingowe Suzuki swifta (starego, co najmniej parunastoletniego). Ale to auto bylo tak zadbane, że az się wierzyć nie chciało, że ma tyle lat. W caddym absolutnie zero szkód (poza jakimiś ryskami które ciężko zidentyfikowac), a w Suzuki wygięty zderzak, podniesiona maska i reflektory itp. Dużo szkod, a kierowcą był starszy Pan który ma to auto od nowości i jest z nim chyba związany sentymentalnie 🙂 wtedy też postanowiliśmy zrobić to z ubezpieczenia, ale wszystko odbyło się w super miłej atmosferze. Samochód naprawił, dalej o niego dba a jak widzę Pana Henryka w zabce, pod którą to się stało to zawsze jest wymiana uprzejmosci:-)




              3



              0
              • Anonim napisał(a):

                To i tak nieźle że pamiętasz te wszystkie szkody. Mi przy przebiegu na różnych pojazdach też niecałego miliona km tylko raz udało się w cokolwiek uderzyć, jak popłynąłem na wodzie w koleinach – miałem stare zimówki. Prędkość nie byłą duża i walnąłem w stalową barierkę, więc miałem tylko do wymiany przedni zderzak i lampę.

                Ale żeby na parkingu czy gdzieś w cokolwiek uderzyć – nie ma mowy. To naprawdę trzeba się chyba ekstremalnie spieszyć i mieć głowę w chmurach, albo nie umieć nie jeździć. Wiem wiem, mądrzę się…




                1



                0
                • Bbbb napisał(a):

                  A u mnie w drugą stronę – nigdy nie miałem żadnego zdarzenia na drodze, zawsze na parkingach przy małej prędkości. I żeby było śmieszniej 3 kolizje w moim mieście, a jedna w mieście obok. Ale jak jade w trase pareset kilometrów to nigdy w nic nie uderzyłem:-) tu nawet nie chodzi o głowę w chmurach. Pierwsza obcierka była pod mieszkaniem znajomego w samym środku nocy – byłem po prostu zmęczony. Druga – kiedy jechalem osobowka z dzieciakami i sobie spiewalismy 🙂 ulamek sekundy za pozno zahamowalem i ryska byla, nieuwaga. Trzecia miała miejsce chwilę po zmianie samochodu z innego – przyzwyczajenia zostaly, a większy rozstaw osi zrobił swoje no i stało się. A ostatnia to tak naprawdę nie do końca moja wina, ja byłem w trakcie manewru cofania gdy ktoś inny za mną chciał wjechać na miejsce parkingowe. Ja zerknalem do przodu, żeby nie zawadzic przodem właśnie, a w tym momencie Pan za mna jechał do przodu. Pukniecie symultaniczne 🙂 nie było sensu się kłócić i wzywac glin bo i tak ktoś dostałby mandat, a gość był na tyle uprzejmy, że bez wahania sprawa została załatwiona tak a nie inaczej i już.

                  Zresztą co tu dużo mówić – kazda obcierka wynika z czyjejś nieuwagi, a często też ze zbiegu nieszczęśliwych okolicznosci. Dla mnie to są blahostki. Ważniejsze jest, że przy takim przebiegu i jezdzie roznymi autami nigdy nie uczestniczyłem w wypadku, a sytuacji które mogły do tego doprowadzić było całe mnostwo.

                  Zatem tak jak mowie – pal licho zderzak, to tylko plastik, szkoda za kilkaset złotych. Co innego skadowanie całego samochodu i uszczerbek na zdrowiu.




                  2



                  0
      • lucypher napisał(a):

        Nie wyjeżdżaj z garażu bo ci się lakier wycier od pyłków w powietrzu.




        5



        2
        • aaa napisał(a):

          Nikt nie ma prawa niszczyć/naruszać czyjejś własności. Tyle w temacie. Sam mogę zrobić z własnym samochodem co chcę, ktoś nie ma prawa go nawet dotknąć. Na tym dyskusja się kończy.




          5



          3
    • Kierowca napisał(a):

      Weź koło i pierdolnij się nim w czoło. Jak jeździsz zasranym trupem to masz go poobijanego i obesranego – twoja sprawa. Ale jak byś tym swoim zasranym trupem uszkodził mi moje auto, gdzie koła są więcej warte niż cały ty z autem i osprzętem i jeszcze byś powiedział, że do tego służą zderzaki to byłaby to twoja ostatnia wycieczka o własnych siłach…




      19



      24
      • Bbbb napisał(a):

        Przeczytaj moją powyższą odpowiedź i prowadź na przyszłość kulturalną rozmowę, to może wtedy rozmowa z Tobą będzie miała jakikolwiek sens.

        I nie, Twoje koła nie są warte więcej niż mój samochód. Myślę, że solidnie zdziwiłbyś się czym jeżdżę. To jest tylko i wyłącznie kwestia podejścia do tematu samochodu jako do przedmiotu który ma mnie i towar przewieźć z punktu A do punktu B, a nie jako eksponatu muzealnego, którego co 3 dni trzeba pucować.




        13



        8
        • Kierowca napisał(a):

          Sądząc po wypowiedziach powyżej – Passsat, to max co może być… I to b5….




          3



          10
          • Bbbb napisał(a):

            Nie trafiłeś, próbuj dalej. Masz jeszcze paredziesiat tysięcy opcji. Podpowiem – cały przekrój samochodów. Od małych do miasta (z tego roku), przez typowe osobowki (najstarsza 2 lata) i połączenie osobowki z dostawczym (5 miejsc i bagażnik na paletę) w tym kilka z max. Wyposażeniem, kończąc na dużych dostawczych (najstarszy 6 lat). I co, Twoje koła są warte ponad 800k zl? Masz koła ze złota?

            Ech, dramat a nie rozmowa.




            8



            3
            • Kierowca napisał(a):

              Potem się obudziłeś, Indianki nie było a koń stał dalej. Za dużo bajek oglądasz a potem próbujesz zainteresować tym innych. Pierwsza wypowiedź o zderzakach i do czego ode służą (do obijania o inne pojazdy) już wszystko o tobie mówi. A 800k to widziałeś w google jak ci w domu włączyli komputer. Idź pobiegać na podwórku, tylko nie między samochodami sąsiadów, bo potem wyobrażasz sobie zbyt wiele.




              2



              8
              • Bbbb napisał(a):

                No to dalsza dyskusja nie ma sensu, skoro tak podchodzisz do tematu. Żegnam.

                Ps. Do rozważenia pozostawiam genezę słowa “zderzak”. Może czegoś się domyslisz.




                7



                1
                • że co? napisał(a):

                  Raczej zastanów się, który kierowca z blisko milionowym przebiegiem napisałby “k” zamiast “tyś.” lub po prostu wstawił liczbę. Już prędzej byś napisał historyjkę: “ja to od X lat robię po 90 tyś. rocznie” – to jest bardziej wiarygodne. Ale to tak na przyszłość.




                  1



                  6
                  • Bbbb napisał(a):

                    A wiesz co to “k” oznacza? Bo jeśli wiesz, to w ogóle skąd to pytanie? Po co pisać “tysiecy”, skoro mogę zastąpić to słowo jedna literą w tym przypadku o tym samym znaczeniu? W sklepie kupujesz 1 kg mąki, czy 1000 g mąki? I w drugą stronę. Sprawdzając lakier w samochodzie mówisz, że ma on grubość 220 mikronów, czy 0,22 mm?




                    4



                    0
                    • aaa napisał(a):

                      Faktycznie dyskusja z Tobą nie ma sensy
                      Nie msza prawa niszczyć/naruszać czyjejś własności. Tyle w temacie. Sam mogę zrobić z własnym samochodem co chcę, ktoś nie ma prawa go nawet dotknąć. Na tym dyskusja się kończy.




                      1



                      3
                    • Bbbb napisał(a):

                      @aaa
                      Ale wiesz, że napisałeś dokładnie to samo co ja w poprzednich komentarzach?

                      Tylko, że ja potrafię dyskutować, bo mam do dyskusji argumenty. Na tym polega dyskusja. A pisać, że dyskusja z kimś nie ma sensu, bo samemu nie ma się w garści argumentów… No cóż, trudno. Świat wiele nie stracil.




                      3



                      0
                    • kkkkk napisał(a):

                      Widać, że Ty nie skumałeś o co chodzi. Już pewnie w latach 90 używałeś tego skrótu “k” i nikt Cię wówczas nie rozumiał. Wiesz od kiedy “k” jest modne w internetach, a od kiedy w życiu potocznym? Skoro tak dobrze radzisz sobie z wyszukiwaniem rzeczy w internecie (człowieku prawie miliona km za kółkiem dostawczaków), dorównując tym samym dzieciakom spędzającym cały dzień przed kompem. Mój ojciec pracujący na co dzień z komputerem, ogarniający bez problemu swój smartphone, przeglądający internet co dziennie, prawdopodobnie przejechał w swoim życiu (choć tak stary nie jest) pewnie z milion kilometrów… ale jednak tobie nie dorównuje, bo nie korzysta z tego skrótu. Pewnie dlatego że go codziennie nie używa w grach i taką informację zapisałby z użyciem “tyś.”




                      0



                      3
                    • Bbbb napisał(a):

                      @kkkkk

                      Szczerze mówiąc kompletnie nie rozumiem co masz na myśli.
                      Nie wiem jak dawno temu ten “skrót” wszedł do powszechnego słownictwa, ale w moich kręgach zainteresowań (czyli np. fora związane z samochodami itp) jest to powszechnie używany skrót od wielu, wielu lat. Nikt nie mówi “przejechałem 500 ka kilometrów”, ale już mnóstwo ludzi pisze dla wygody “przejechałem 500kkm”. Nikomu to nie przeszkadza, tak jak nie wszyscy mówią lub piszą “w takim razie najserdeczniej Pana przepraszam”, ale piszą “sorry”. Myślę, że wszyscy rozumieją zarówno jedno jak i drugie znaczenie, a jednak to drugie stało się powszechne ze względu na skrót. Oczywiście, są sytuacje w których należy użyć pierwszego zwrotu, ale zdarzają się one niezwykle rzadko.

                      Myślę, że szukasz dziury w całym, bo po prostu nie masz się czego doczepić.




                      0



                      0
                • Jiji napisał(a):

                  @Bbbb Nie przejmuj się. Nie bronię uderzajacych w zderzaki, ale to co zrobił koleś na filmie to pewnie nie zostawiło nawet dużych rysek. Prawda jest prosta, samochód to zwykła użytkowa rzecz. Jak ktoś ma coś lepszego minimum 120 tyś np. to nie parkuje na pierwszym lepszym miejscu, tylko jedzie na strzeżony, bo takie koszty to wtedy grosze. I tak staram się robić bo szkoda mi nerwów. Opisy twoich adwersarzy wskazują na posiadanie 10-latka kupionego w komisie za grosze. Wtedy każda ryska urasta do rangi dramatu, bo kasy na kosmetyke brak, o lepszym aucie nie wspomnę.




                  1



                  0
                  • Jiji napisał(a):

                    Jeszcze a propozycje moich zdarzeń – jakiś czas temu jakiś patafian zajechał mi drogę przed skrzyżowaniem – bo zapomniał że zaraz skręca. Musiałem gwałtownie hamować -na szczęście prędkość nie duża, ale Pani za mną w starej corsie nie dała rady. Była przerażona, że jej OC podniosą do 2 tys i w ogóle… spojrzałem na moje auto – jedna ryska, u Pani też na szczęście niewiele. Powiedziałem żebyśmy sobie dali luzu, bo ściągać powinniśmy wymuszacza – który sobie uciekł – poza tym szkód za bardzo nie ma. Większość tu komentujących pewnie by kobiecinie nie dali spokoju.




                    1



                    0
                    • Bbbb napisał(a):

                      Bo właśnie takie powinno być podejście do rzeczy. To jest uszkodzenie mienia, a nie osoby (czytaj: zdrowia). Ktoś zrobi Ci jedną ryskę na zderzaku i płacze, bo straci zniżki. Stracisz czas na wypisywanie wniosków, na jeżdżenie po ubezpieczalni, na przyjazd rzeczoznawcy itp. Naprawisz ryskę – a za tydzień sam obetrzesz zderzak. Przy małych szkodach (czyli właśnie użytkowych ryskach) nie warto się w to bawić.

                      Także masz identyczne podejście jak i ja – i elegancko 🙂

                      Ps. Wynajmowałem kiedyś samochody dostawcze w pewnej jednoosobowej firmie. Oczywiście załatwiałem wszystko z właścicielem. Na początku, kiedy jeszcze się nie znaliśmy – wypisywaliśmy wszystkie umowy, formularze, dane, no i obowiązkowo – stan samochodu (uszkodzenia). Obchodziliśmy samochód dookoła i Pan wskazywał mi – “taka rysa to żaden problem, bo dla mnie to użytek” (wada wynikła z użytkowania samochodu). “A takie wgniecenie (pokazał wgniecenie na progu, bo ktoś podstawił podnośnik pod złe miejsce i wygiął go) – a takie wgniecenie to już szkoda, bo realnie obniża wartość samochodu. ”

                      Za pierwsze nie trzeba nic płacić po zdaniu samochodu, za drugie owszem.
                      Długo z nim współpracowałem, nawet jak już sam miałem dostawczaki, a i tak musiałem od czasu do czasu coś pożyczyć, to zawsze u niego – super rozsądny gość ze zdrowym podejściem do tematu.

                      No właśnie – ze zdrowym podejściem do tematu 🙂 Ten Pan traktował samochody jak rzecz użytkową, a nie jak eksponat muzealny. Może trochę przesadzam, bo samochody dostawcze z zasady służą do zarabiania i wożenia towaru, więc jego jest obetrzeć znacznie łatwiej niż typową osobówkę (nie tylko ze względu na załadunek/rozładunek towaru, ale też np. ze względu na konieczność manewrowania na milimetry w ciasnych miejscach, halach itp).
                      Z osobówkami jest teoretycznie inaczej, ale z drugiej strony – obcierki zdarzają się głównie w mieście, czyli tam gdzie jeździ się przede wszystkim osobówkami.

                      Generalnie, ja naprawdę nie rozumiem wielkiego rozgoryczenia ludzi, którzy widzą pierwszą ryskę na swoim samochodzie. Szkoda nerwów, to tylko rzecz.

                      Pozdrawiam 🙂




                      1



                      0
        • Grego napisał(a):

          Ciekawe co byś powiedział, gdyby ci ktoś sprayem dom pomalował. Pewnie też powiedziałbyś, że to nie ma znaczenia, że dom jest od tego aby na głowę nie padało i było ciepło. Ciekawe jak się ubierasz. Też owijasz się w byle szmaty? Przecież ponoć nie ubiór świadczy o człowieku…
          Pozdrawiam.




          2



          6
          • Bbbb napisał(a):

            Ściany domów nie zostały zaprojektowane po to, żeby obce osoby malowaly je sprayem. Różnica jest chyba zasadnicza. Na zachodzie (i nie tylko) nowy samochód kompaktowy kupuje się za paręnaście płac minimalnych. W Polsce za paredziesiat. Wszędzie gdzie indziej ludzie traktują normalne samochody jako użytkowe, a po 2-4 latach sprzedają i kupują nowe, stare leci na sprzedaż np. W Polsce. Nie zarzynaja przy tym domowego budżetu.

            U nas kupno nowego samochodu to czasem wielkie wydarzenie, często na zasadzie “postaw się a zastaw się”. I jeśli ktoś spowoduje ryske na samochodzie na który oszczedzalo się wiele lat – od razu właściciel przeżywa wewnętrzny dramat. Albo chce “szkodnika” zabić, co pokazal już jeden z komentarzy powyżej.

            Od niedawna w Polsce są dostępne przyzwoite leasingi konsumenckie i najmy długoterminowe dla osób prywatnych. Teraz nowy samochód jest użytkować (nie posiadac) znacznie łatwiej, a po 3 latach bierzesz nowy, dalej płacąc taka sama rate. Myślę, że za 5-6 lat nasze (Polaków) zdanie w tej kwestii mocno się zmieni. Może nawet wspomnisz moje słowa:-)




            6



            1
            • Pitt napisał(a):

              Kurwa Janusz, poprzednie konto ci zablokowali?




              0



              2
              • Bbbb napisał(a):

                Hehe, czytałem tutaj nie raz komentarze janusza, ale nie, to nie ja 🙂
                Zresztą komentarze Janusza były pod publiczkę – ewidentnie było widać, ze sie nabija, ale w elegancki sposób (kto rozumiał oczywiście, ten wie o czym piszę). A ja piszę na poważnie, nawet jeśli dziesiątki osób się ze mną nie zgadzają.




                0



                0
            • podgrzybek napisał(a):

              To weź wynajmij długoterminowo samochód, pojeździj z pół roku i parkuj jak ten gościu na filmiku. Zdziwisz się co usłyszysz, gdy pojedziesz oddać auto i powiesz, że “przecież zderzaki do tego służą”. Niektóre firmy tylko czekają na takich co nie doczytają dobrze umowy.




              1



              2
              • Bbbb napisał(a):

                Wymienisz zderzak za kilka stówek i masz spokój. Albo odkladasz do skarbonki co miesiąc 50zl i masz na dopłatę. Samochód to koszty z którymi trzeba się liczyć. A nie, ze uzbierasz na auto za 80k zl, a w przyszłym roku nie będziesz miał na ubezpieczenie czy opony… Najmuje tak testowo jeden samochód i pytałem sprzedawcę co będzie gdy boki bagażnika będą obite (bo będą) przy zdawaniu samochodu. Powiedział mi, że nic – kupię na allegro boczki, za śmieszne wymienię i tyle.




                2



                0
                • podgrzybek napisał(a):

                  Co sprowadza się do tego, że trzeba ponieść jakieś koszty z tego tytułu i nikt nie olewa sprawy mówiąc – no tak, w sumie to tylko zderzak. W Paryżu, to leją na to ciepłym moczem. Człowiek wsiada i odjeżdża bez szukania winnego.




                  2



                  0
                  • Bbbb napisał(a):

                    Tak, zgadzam się. Ale to tyczy się absolutnie wszystkich wynajmowanych rzeczy, raczej nie ma w tym nic dziwnego. W Paryżu jest tak jak piszesz, i ma to związek m. In. Z tym, że tam ludzie nie jeżdżą wynajętymi samochodami, tylko swoimi, własnościowymi.




                    3



                    0
            • no właśnie nie napisał(a):

              No właśnie żadna. Nigdzie nie znalazłem zapisu “zderzak ma chronić zaparkowane auto przed uszkodzeniem”, znajdziesz za to sporo właściwości i zastosowań zderzaka dla aut “poruszających się”. Na za sadzie, że zderzak ma chronić TWÓJ samochód przed ewentualnym uszkodzeniem podczas TWOICH manewrów. Domu nie musisz malować na konkretny kolor, nie musisz go malować w ogóle przecież. Ale jak ktoś Ci sprayem machnie obrazek na domu, to jesteś gotów obciąć ręce na miejscu, a powinieneś to olać, bo przecież ściany nie zostały zaprojektowane po to, żeby koniecznością było ich jednolite pomalowanie.




              0



              1
              • Bbbb napisał(a):

                Poszukaj dalej definicji, dojdziesz do moich wniosków.

                Zapytam inaczej. Wyobraź sobie, że nie istnieją zderzaki, a cały przód pojazdu jest wykonany z jednego elementu (no, poza maską). Masz obcierke parkingową (nie ważne z czyjej winy) i na tym jednym elemencie jest rysa. Nie umiesz żyć ze świadomością, że masz ryse w aucie, więc chcesz wymienić albo chociaż pomalować ten element. Wymienisz go, płacąc za niego 8000zl.

                A teraz identyczna sytuacja ze zderzakiem. Co robisz? Wymienisz zderzak za 500zl. Jest różnica? Zderzaki nazywają się tak nie bez powodu. Powiem więcej – ich konstrukcja jest przemyślana właśnie do celów o których wspominałem wyżej.




                3



                0
                • wniosek napisał(a):

                  Się znaczy, że Twoje wnioski są takie: potrzebuję zderzaka w zaparkowanym samochodzie, ponieważ w każdej chwili może w niego uderzyć rozpędzona latarnia, albo słupek na parkingu.




                  0



                  1
      • Do kierowca napisał(a):

        uwielbiam interentowych napinaczy 🙂 zawsze bawią mnie do łez , bo nic innego nie potrafią w życiu 🙂




        0



        0
    • Henio napisał(a):

      Też uważam, że zderzak jest od zderzania. Jeśli parkując w ten sposób nie zostawiasz widocznych śladów (a da się), popękań, wgnieceń, uszkodzonych czujników parkowania czy ramki na tablicę, to nie widzę przeszkód by mi ktoś tak parkował.
      Uprzedzam pytanie, jeżdżę niemłodym już Golfem VI.




      5



      0
    • Pan w napisał(a):

      To może podaj przykład Niemców i ich dbałość o szczegóły gwarantuje że tam zderzaki służą tylko w celach wizualnych a za zarysowane komuś zderzaki uruchamiasz swoją polise OC




      1



      0
    • jaigggg napisał(a):

      Czemu jako przykładu nie podasz Niemców, bo co? bo są podobni pod tym względem do nas i nie pozwalaja sobie na niszczenie swojej własności? francuzi włosi i grecy to dzikusy.




      1



      2
      • do jaigggg napisał(a):

        polacy to nie dzikusy ? chyba mieszkasz tam gdzie nikt inny nie mieszka. Większej dziczy nie widziałem




        0



        1
  • Michał napisał(a):

    A później tłumaczenia nie nie nie to Pana auto się stoczyło 🙂




    2



    1
  • uki napisał(a):

    Auta zaparkowane jak w Anglii.




    2



    1
  • kraku napisał(a):

    sory a wrzucacie tu już jakies gówna, nic sie nie stało, tablice porysował? wygieła sie chociaż?




    4



    0

Skomentuj...

Ostatnie wpisy

Szukaj

  • Archiwa

  • PARTNERZY

  • POSTY GOŚCI

  • Blogi